poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Od Renesme

Obudziłam się wczesnym rankiem. Nie mogłam spać. Mój mąż, Jacob, spał jak szczeniak. Pocałowałam go delikatnie. Nagle zaburczało mi w brzuchu. Czas na małe polowanie. Skierowałam się w stronę lasu. Idąc spotkałam Anayę i Blade ze swoimi pociechami. Uśmiechneliśmy się do siebie na przywitanie. Ich dzieci były takie słodkie. Zaczęłam tęsknić za macierzyństwem, niestety moja Claire była już dorosła. Moje myśli przerwało wielkie burczenie w brzuchu. Pomyślę o tym wszystkim poźniej. W lesie znalazłam dorodnego jelenia, szybko mi z nim poszło, zjadłam go z wielkim apetytem. Jacob pewnie się martwi dlaczego mnie nie ma. Zaczęłam wracać do domu. Przed grotą zobaczyłam czerwone płatki kwiatów, powąchałam je, hmmm róże. Płatki prowadziły do mojej jaskini. Kierowałam się nimi, ich śladem doczłam do pomieszczenia, gdzie spaliśmy. Tam to dopiero było pełno kwiatów. Było tam pięknie! W najdalszym kącie dojrzałam Jacoba, trzymającego w pysku białą różę. Oczywiście wcześniej najwidoczniej musiał wyciągnąć z niej kolce.
- Witaj skarbie! - powiedział z szerokim uśmiechem - Wszystkiego najlepszego!
Zamurowało mnie. Co? Wszystkiego najlepszego? Z jakiego powodu?
- Nie mów kochanie, że zapomniałaś? - powiedział błagalnym wzrokiem wypuszczając różę na ziemię.
Zaraz, zaraz... No tak! Dzisiaj była nasza rocznica ślubu! Jak ja mogłam o tym zapomnieć?
- Przepraszam Jake! - rzuciłam mu się na szyję - Jak mogę ci to wynagrodzić?
Zaśmiał się pod nosem.
- Czy ja wiem? - udawał zamyślenie - Może tysiącem pocałunków?
- Dla ciebie nawet mogę i milion.
Zaczęłam obcałowywać mu cału pyszczek, a ostatnie pocałunki skierowałam w jego usta.
- Już dobrze, wybaczam ci! Proszę to dla ciebie. - podał mi białą różę.
- Dziękuję! - pocałowałam go kolejny raz.
- A teraz kolej na drugi prezent! - gestem łapy pokazał mi, że mam wyjść.
- Na zewnątrz? - zdziwiłam się.
Kiwnął głową twierdząco. Skierowaliśmy się w stronę wyjścia z naszej groty. Gdy wyszliśmy nie widziałam żadnego prezentu.
- I co prezent ci uciekł? - zaśmiałam się.
- Nie jest za krzakami. Możesz wyjść! - krzyknął do kogoś.
Wzrok skierowałam na krzaki, a zza nich wyszła... Bella? Bella?! To był ten prezent? Nic w tym nie rozumiałam. Popatrzyłam na Jacoba.
- O co chodzi? - spytałam.
- Co nie poznajesz mnie? - spytała Bella - Naprawdę mnie nie poznajesz kuzynko?
Zatkało mnie. Kuzynko?
- Nie dziwię ci się. Ja cię też nie poznałam. - wyjaśniła - Jacob niedawno opowiedział mi, że miałaś kuzynkę, która pewnego dnia zniknęła. Skojarzyłam fakty... to byłam ja!
No tak! Rzeczywiście...
- O Boże to naprawdę ty?! - krzyknęłam - Tyle lat minęło. Byłyśmy wtedy szczeniakami...
- I to ile lat! - zaśmiała się Bella.

< Kuzyneczko, dokończysz? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz