Pamiętam jeszcze tą ciemność,ten ból.
Pamiętam śmiech Urru i Ayer'a,kiedy zepchnęli nas (mnie i Swift) ze skał.
A potem ten ból,który palił mnie żywcem.
Następnie ciemność.
Nic nie czułam.
Kiedy się przebudziłam byłam w swojej jaskini. Leżałam na swoim posłaniu idealnie.
Łapy nie wystawały za nie. Natychmiast się przekręciłam.
-Auuu!!-zawyłam z bólu.
Bolały mnie łapy,brzuch i prawe ucho.
Nikt mnie nie usłyszał,pewnie wszyscy byli na polowaniu.
-Gdzie Ayer?-spytałam samą siebie
Nagle poczułam znajomy,pociągający zapach wilczej sierści.
To na pewno Ayer-pomyślałam
Wstałam,nie zważając na ból i rany. Dla niego mogłam cierpieć.
Wyszłam na dwór. Siedział przy mojej grocie ze spuszczoną głową.
-Płaczesz?-zapytałam
Odwrócił się i przytulił mnie,ale to nie był wesoły,energiczny uścisk,jakim zawsze mnie darzył.
Był pełen smutku i rozpaczy.
-Co jest?-zapytałam zmartwiona
-Twój ojciec wygnał mnie z watahy i powiedział,że nie jesteśmy już partnerami.-powiedział
Ta wiadomość zwaliła mnie z nóg!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz