Biegliśmy dość długo. Widziałem,że Bloodspill jest zmęczona, więc zeskoczyłem z jej grzbietu. Przemieniła sie spowrotem.
-Czemu nie jedziemy dalej?-zapytała. -Wystarczy. Jesteśmy daleko od wcześniejszego przystanku. Jesteś zmęczona. A śnieg pada i pada. Zapowiada się na śnieżyce. A teraz nie gadaj tylko choć.! Wolnym tępem doszliśmy do jaskini. Zaprowadziłem Blood głębiej, gdyż było tam cieplej i znajdował się tam mech, który zapewniał nam izolację. -Poczekaj tu! Śnieg padał. Wyszedłem na łowy. Nie trzeba było czekać długo. Znalazłem sarnę z młodym. Na początku zabrałem się za matkę, a dopoiero potem za malucha. Zaciągnąłem je do jaskini. Blood widocznie się ucieszyła na widok, świeżej,krwistej i jeszcze ciepłej zwierzyny. Jadła z zapałem. Po posiłku objęliśmy się i w ciszy zanęliśmy. Czułem jej bicie serca. Chciałem zapewnić jej ciepło, więc wtuliła się we mnie. Cieszyłem się, że jest ze mną. Przynajmniej mam towarzystwo. Zasnęliśmy. <Bloodspill, c.d. ;*> |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz