Usłyszałam wycie. Dochodziło z głębi lasu. Było strasznie żałosne i słychać było,że wilk wzywa pomoc. Pobiegłam to Alf,ale nie było ich tam. Postanowiłam pójść po Killera,ale zamiast na niego wpadłam na Swizz'a. Kurde. Ten młody romantyk. Odwrócił się,a gdy dojrzał,że to ja powiedział:
-Co boska przyszłaś prosić mnie o rękę?
Zazgrzytałam zębami i warknęłam:
-NIE!!! Cicho siedź! Słyszałam wycie,w głębi lasu. Pomożesz mi?-zapytałam i zrobiłam słodkie oczka.
Pokiwał głową i powiedział:
-Dla ciebie wszystko.
Rany!!-pomyślałam-Dobrze,że zgodził się pomóc.
Kilka minut później biegliśmy już w stronę wycia.
Kiedy dźwięk stawał się coraz wyraźniejszy, zaczynałam się bać coraz bardziej. Swizz najwyraźniej to wyczuł,bo powiedział:
-Ja cię obronię. Nie bój się-przytulił mnie
-Dobra,ale choć-oznajmiłam
Kiedy wyszliśmy zza krzaków zobaczyliśmy Elissę,Killera,Macka i zakrwawionego Fire.
Przejrzałam na oczy.
-Boże-zatrząsłam się-Co jest?
-Najprawdobodobiej ktoś go zaatakował-stwierdził Killer-Ale nie wiem czy żyje.
Elisa płakała,a Fiore patrzyła się na matkę ze współczuciem. Zawsze była twarda. Nie umiała się przytulić,płakać. Jednak wiedziałam,że chce jej się płakać.
-Co robimy?-zapytałam
-Czekamy na Diego lub na Blue Eye-powiedziała Fiore
-A czy on żyje?-zapytała Elisa przez łzy
Killer westchnął.
-Nie wiem-mruknął cicho
Wtem zza drzewa wyszedł Diego i Blue Eye. Diego podszedł do Fire'a i go obrócił. Zatrzęsłam się i poczułam ciepło.
To na pewno Swizz-pomyślałam
Umysł podpowiadał mi żebym się wyrwała,ale ja nie chciałam.
Było mi dobrze w jego objęciach.
<Swizz...???>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz