wtorek, 11 września 2012

Od Meridith


Spacerowałam po lesie gdy przyleciał do mnie Enarelraven.
 -Wszędzie cię szukam!- ten pesymistyczny oraz mocno wkurzający ptak jak zwykle zaczął bez przywitania.
 -Witaj, En. Miło mi cię widzieć.-uśmiechnęłam się mimowolnie. W końcu to mój jedyny przyjaciel jakiego na razie miałam.
 -Szlajasz się nie wiadomo gdzie, mówiłem że masz się nie zapuszczać nigdzie bez mojej zgody oraz zanim nie poznsz reszty stada!-usiadł na gałęzi obok mnie gdy się zatrzymałam.
 -Wybacz, zapomniałam. Wiesz że nie lubię się narzucać więc poczekam na odpowiednią chwilę żeby się zapoznać z kimś. A poza tym twojej zgody nie potrzebuję na wyjście gdziekolwiek!-może i nie lubię się stawiać innym ale Enarel był jednym, jedynym wyjątkiem.
 -Jak zwykle. Ja się tobą opiekuję, a ty odwdzięczasz się prawienie MI wykładów na temat co wolisz a czego nie.
 -En, naprawdę. Daj spokój, taka już jestem.
-Nieee, ja sądzę że po protu jestem jedynym stworzeniem na ziemi przy którym się nie czujesz nieśmiała.
 -Może i... ale co ci do tego? Daj spokój.-nie miałam zamiaru teraz o tym gadać. Enarel popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
 -...pamiętasz jak się poznaliśmy?-zapytał zmienionym głosem.
 -Ehm, tak. Byłam bardzo mała. Pomogłeś mi się wydostać z dziury w którą wpadłam.
 -A wiesz jak tam wpadłaś?
-W sumie to nie... Myślę że wszystkie wydarzenia z przed tego wypadku miały związek z moją rodziną...
 -Pamiętam, że jak cię po raz pierwszy widziałem to pomyślałem... Po co ci pomagać? Wyczuwać na kilmer było twój strach.-zaśmialiśmy się we dwoje.- Myślałem... W sumie to biłem się z myślami czy się tobą zaopiekować czy nie. Wiesz że my, magiczne ptaki, nie zostajemy towarzyszami wilków, które nie są stanowcze. Ale nie mogłem pozwolić żeby coś ci się stało...-Enarelraven odwrócił się szybko i chyba ukradkiem otarł łzę, chociaż nie byłam pewna.
 -En? Czy ty płaczesz?
 -Nie! Ja... tylko coś mi do oka wpadło...
 -En, ja wiem... znaczy domyślam się jak było. Dziękuję ci za wszystko. Mam nadzieję że teraz mnie nie zostawisz...
 -Nieee, teraz to za późno. Za bardzo się przyzwyczaiłem do małej, słodkiej Meri.-uśmiechnął się a ja zaśmiałam .
 -Nie mów tak do mnie! Już nie jestem mała!
 -Jak nie? Ten czas szybko leci.
 -Wyścigujemy się do tamtego drzewa?
 -Daleko...
 -Chyba dla ciebie!- w tym momencie wystartowałam, a En chwilę po mnie. Zapomniałam o wszystkich problemach. Niestety nie zniknęły one za zawsze. Na razie cieszyłam się chwilą, że wreszcie mam dom i stado.

 <Dokończy ktoś? :)>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz