Przez
trzy dni byłem za granicą watahy, byłem zły, że nie obroniłem wtedy
Valixy, miałem nadzieję, że czuje się lepiej. Szedłem przed siebie, nie
wiedząc gdzie, po prostu bez celu. Jednak po trzech dniach umierałem z
tęsknoty. Musiałem zobaczyć się z Valixy. Zobaczyć ją, jak się do mnie
uśmiecha, przytulić ją, pocałować... Kochałem ją! I to jak! Muszę ją
zobaczyć. Zacząłem biec w stronę watahy, po drodze spotykałem inne wilki
z watahy, jednak nigdzie nie mogłem znaleźć mojej ukochanej. Po
godzinie szukania znalazłem ją na Skale Narady. Jaka ona była piękna.
Chciałem do niej podejść, gdy nagle zobaczyłem jak łzy spływają po jej
policzkach. Nie wiedziałem co się dzieje....
- Valixy, wszystko w porządku? - spytałem niepewnie. Obróciła się gwałtownie i po patrzyła na mnie ze zdziwieniem. - Jasper? Jasper! - krzyknęła. Chwilę później zbiegła ze skały i skoczyła mi w ramiona, tak, że się przewróciłem. - Głuptasie, gdzie ty byłeś?! Szukałam cię całymi dniami! Martwiłam się. - powiedziała - Bałam się, że... że... nie żyjesz.... - dodała ze smutkiem. - I, że mnie zostawiłeś. - Spokojnie, już jestem. Nigdy bym cię nie zostawił! - powiedziałem ścierając łzy z jej policzek. - Ja cię kocham. Uśmiechnąłem się do niej, by okazać, że mówię prawdę. - Ja ciebie też. - powiedziała odwzajemniając uśmiech. Otoczyłem ją ramieniem, przyciągnąłem i mocno pocałowałem. Wkrótce zaczęliśmy się całować coraz mocniej, że aż przywarliśmy do siebie. Zrobiło mi się przyjemnie ciepło i trochę beztrosko. Gdy przestaliśmy się całować, obydwojgu nam brakowało tchu. Ujęła w łapy moje policzki i powiedziała: - Tęskniłam za tobą i za tymi ciepłymi pocałunkami. - wyznała. Odwróciłęm jej łapę i pocałowałem jej wnętrze. - Ja też. - szepnąłem jej do ucha. < Najukochańsza Valixy, c.d.? > |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz